Zamknij
REKLAMA

Sara Damaziak: Książkę pisałam w tajemnicy (WYWIAD)

16:00, 07.08.2018 | ŁP
REKLAMA
Skomentuj

„Na pięciolinii słów” to tytuł debiutanckiej powieści pochodzącej z Grudziądza Sary Damaziak. W rozmowie z naszym portalem autorka opowiada o kulisach pisania książki oraz o inspiracjach, jakie towarzyszyły podczas jej powstawaniach.

Co zainspirowało cię do napisania swojej pierwszej powieści?

Jak można się domyślić, to nie była decyzja podjęta z dnia na dzień. Musiało minąć sporo czasu, zanim postanowiłam wyjść z cienia. Moja przygoda z pisaniem rozpoczęła się już w czasach szkolnych, ale nie traktowałam tego na poważnie. Pisałam głównie do szuflady, nikomu tego nie pokazywałam. Wydaje mi się, że wtedy brakowało mi odwagi. Mając szesnaście, siedemnaście lat nie byłam gotowa zmierzyć się z ewentualną krytyką. Zawsze byłam też nieco skryta i o wiele łatwiej przychodziło mi przelewać uczucia na papier niż o nich mówić. Teraz myślę, że pisanie stało się sposobem na oderwanie się od rzeczywistości, od problemów z rówieśnikami, od tego wszystkiego, co zaprzątało głowę nastolatki.

Wracając do samej książki - Na początku "Na pięciolinii słów" było tylko kilkudziesięciostronicowym opowiadaniem. Jego pierwsza wersja powstała w roku 2012. Dopiero cztery lata później zdecydowałam się je rozszerzyć. Dopisałam nowe wątki i tak oto przekształciło się w powieść. I pomyśleć, że w szkole tak niechętnie chodziłam na lekcje polskiego, a teraz mogę się pochwalić własną książką.

Skąd zaczerpnęłaś pomysł na fabułę powieści?

Zwyciężyła moja słabość do muzyków, a zwłaszcza gitarzystów :) To w pierwszej kolejności. Kolejna sprawa - natknęłam się na powieści, które traktują o showbiznesie, o gwiazdach rocka i ich szalonym życiu. Któregoś dnia wpadłam na pomysł: "A gdyby tak napisać o życiu 'po', stworzyć własną wersję tego, jak może wyglądać świat za kilka lat, bez sceny, bez blasku fleszy?" To był właśnie zalążek całej fabuły, mój punkt zaczepienia. Reszta to efekt wybujałej wyobraźni. Uwielbiam bohaterów, którzy chowają przysłowiowe "trupy w szafie", dlatego moje postacie również walczą ze swoimi demonami, z przeszłością, od której, jak można przeczytać na kartach powieści, nie tak łatwo się uwolnić. W tym wszystkim znalazło się też miejsce na miłość, która daje siłę, ale może stać się słabością.

Jak wyglądało samo pisanie? Gdzie najczęściej to robiłaś?

Samo pisanie odbywało się w tajemnicy. Nie chciałam zapeszyć, dlatego utrzymywałam wszystko w sekrecie, aż do momentu otrzymania pozytywnej odpowiedzi z wydawnictwa.

Tak jak wspominałam, część historii była już dawno napisana, więc kiedy podjęłam ostateczną decyzję o jej wydaniu, miałam ułatwione zadanie. Z drugiej strony jednak, musiałam przywołać uczucia, które towarzyszyły mi podczas pisania kilka lat wstecz. Zanurzyłam się na nowo w losach Toma i Caroline, potem słowa zaczęły płynąć same.

Należę do osób, którym najlepiej pracuje się w ciszy. Z tego powodu pisałam głównie w domu, ale niektóre sceny powstawały w mojej głowie podczas spaceru, słuchania muzyki czy nawet sprzątania. Później czym prędzej sięgałam po telefon i robiłam notatki, żeby nie zapomnieć. Podejrzewam, że inni autorzy mają podobnie.



Komu w pierwszej kolejności poleciłabyś swoją książkę?

Moja książka jest skierowana przede wszystkim do kobiet, ale doszły mnie słuchy, że paru mężczyzn też się skusiło, chociażby z czystej ciekawości. Myślę, że "Na pięciolinii słów" jest dla tych, którzy lubią niebanalne historie z pełną paletą uczuć i dużą dawką humoru.

Długo trwało poszukiwanie wydawnictwa?

Może się to wydawać niewiarygodne, ale Novae Res było jedynym wydawnictwem, do którego wysłałam swoją propozycję. Znałam je od dawna, czytałam i nadal czytam utwory, które wychodzą nakładem tego wydawnictwa. O moim wyborze zadecydował fakt, że daje szansę debiutantom, nieznanym autorom stawiającym pierwsze kroki w dziedzinie literatury. Od momentu zakończenia powieści do jej przesłania minęło kilka miesięcy, ale nie uważam tego czasu za stracony.  

Jak ważne są dla Ciebie recenzje i opinie książkowych blogerów?

Cenię opinie recenzentów, ponieważ to często właśnie od nich zależy, czy ktoś sięgnie po daną książkę czy też nie. Dają mi wskazówki, czy podążam w dobrym kierunku, zwracają uwagę na to, nad czym powinnam jeszcze popracować. Jako filolog przywiązuję dużą wagę do strony językowej, jednak najbardziej cieszy mnie fakt, że historia, którą wymyśliłam, przypadła do gustu czytelnikom. Styl zawsze można poprawić, ale fabuła musi mieć to "coś".

Planujesz wydanie kolejnych książek?

Właśnie pracuję nad kolejną powieścią. Nic więcej nie powiem.


 

 

(ŁP)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© grudziadz365.pl | Prawa zastrzeżone