Zamknij
REKLAMA

Przemysław Semczuk o książkach i filmowych tropach (WYWIAD)

10:32, 27.03.2019 | ŁP
REKLAMA
Skomentuj

Gościem kolejnego spotkania "Kino na temat" był Przemysław Semczuk. Pisarz urodzony w 1972 roku jest polskim dziennikarzem i publicystą. Jego specjalnością są publikacje poświęcone polskiej historii w latach PRL-u. W rozmowie z naszym portalem opowiada o spotkaniach z młodzieżą, filmowych tropach, a także swoich książkach.

Skąd wzięła się ta pasja do szukania tropów? Podczas prezentacji widzieliśmy mnóstwo analogii z filmów i bajek do prawdziwych historii. 

To czysty przypadek. Trafiłem na jedną, drugą, trzecią rzecz, która mnie zainteresowała. Początkiem była scena z doktora House, gdy mówi o tym, że będzie szukał jak dziecka Lindberga. Zacząłem się wtedy zastanawiać o co chodzi. Wpisałem w internecie "dziecko Lindberga" i wyskoczyła mi cała historia jego porwania. Potem okazało się, że jest ona wykorzystywana w "Morderstwie w Orient Expressie". Nie wiedziałem, że odnosi się to prawdziwej historii. My nie kojarzymy tego, gdzieś nam to umyka. Często w różnych filmach, a nawet samych dialogach padają takie określenia, które są dla nas niezauważalne, ale odnoszą się do czegoś i tego są setki. 

Każdy film ogląda pan z notesem i analizuje?

Nie, nie. Staram się teraz zarazić tym mojego syna. On częściej takie analogie może zaobserwować w grach komputerowych. 

Tego typu prezentacje skierowane są wyłącznie do młodzieży?

Młodzieży zawsze opowiadam właśnie o takich analogiach. Nie mogę za bardzo opowiadać ich o tych książkach, których piszę, czyli o seryjnych mordercach. To nie jest treść przeznaczona dla nich. Mam nadzieję, że przedstawione przez mnie ciekawostki zarażą ich do poszukiwania takich porównywań. Można znaleźć je w różnych miejscach. 

Czyli o swoich książkach opowiada pan tej nieco starszej publiczności?

Starszym już bez większych przeszkód można robić opowieści o seryjnych mordercach. Na takim spotkaniu byłem w ubiegłym roku właśnie nieopodal Grudziądza w Dyskusyjnym Klubie Książki. Zazwyczaj jest bardzo fajnie. Wszyscy są mocno zaciekawieni, ponieważ to są niezwykle ciekawe rzeczy. 

Która z napisanych książek była najtrudniejszych wyzwaniem? 

Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem i nigdy tego w ten sposób nie wartościowałem. Wszystkie książki o mordercach są niezwykle trudne. Trzeba dosyć dużo materiału przeczytać. Szczególnie te fragmenty, w których oni zaczynają opowiadać o tym, jak zabijali, kiedy się przyznają do winy. Tutaj wyjątkiem jest Marchwicki. Osobiście uważam, że Zdzisław Marchwicki nie był mordercą, nie był "Wampirem z Zagłębia". Raz się do tego przyznał, ale potem próbowałem się od tego odwołać, ponieważ w rzeczywistości nim nie był. Co do pozostałych to nie mam wątpliwości. Niektórzy z nich swoje morderstwa porównują wręcz do polowania. Opisują jak np. dzielili miasto na sektory. To z pewnością czyta się dość dziwnie. Bardzo często słyszę pytanie - czy staram się wejść w umysł mordercy. Odpowiadam zawsze, że nie próbuję. To nie jest dobry pomysł. 

Jak wygląda pisanie takiej książki? W jaki sposób dociera pan do różnej dokumentacji? 

Z policją jest dzisiaj dosyć trudno, ponieważ wszystko objęte jest ustawą archiwalną, która w tej chwili zamyka archiwa policyjne na blisko 70 lat. Bardzo ciężko jest się dostać do tego i cokolwiek tam znaleźć. Na szczęście są archiwa sądowe, są archiwa państwowe, w których jest mnóstwo tych dokumentów. Je można czytać bez żadnych ograniczeń. Są także biblioteki. Okazuje się, że tam są ogromne ilości różnych materiałów. Potrafię siedzieć godzinami w uniwersyteckiej bibliotece, przeglądam stare gazety. Właściwie prasę czytam głównie tę sprzed 40 lat. Odnajduję w niej mnóstwo ciekawostek i historii, które są w stanie zainteresować czytelników. 

Domyślam się, że pisanie takiej książki trochę trwa?

Powieść można napisać w dwa lub trzy tygodnie. Samo pisanie to jest tak naprawdę efekt końcowy. Najpierw jednak trzeba tę historię wymyślić. Ona się gdzieś musi stworzyć w głowie, żeby ją można było swobodnie napisać. Książka dokumentalna to jest zupełnie coś innego. Tutaj każde zdanie zawiera jakąś informację, ono z czegoś wynika. Etap dokumentacji trwa zazwyczaj około roku. To też nie jest tak, że ja wchodzę do archiwum i dostaję wszystko na tacy. Najpierw trzeba stwierdzić, w którym dziale coś jest, znaleźć odpowiednie sygnatury, wyciągnąć te akta i potem je przeczytać. Do "M jak Morderca" akta miały łącznie 23 tony. To jest kilkanaście tysięcy stron wszelakiej dokumentacji. 

Teraz pan nad czymś pracuje?

Właściwie cały czas nad czymś się pracuje. Teraz są takie czasy, że jedna książka wychodzi, a druga wyjdzie zaraz, ja nad trzecią pracuję, a czwarta wyjdzie za pół roku. Już nie ma takiej możliwości, żeby napisać i cieszyć się z samego wydania. Teraz jak książka się ukazuje, to ja sam mam problem, ponieważ bardzo często muszę ją przeczytać jeszcze raz. Zazwyczaj po to, żeby móc swobodnie odpowiadać na pytania dziennikarzy.

----------------------------------------------------------------------------------------

Przed nami kolejne spotkanie w ramach cyklu "Kino na temat" w grudziądzkim kinie "Helios". Motywem przewodnim będzie nienawiść. Tłem do dyskusji z zaproszonymi ekspertami będzie film "Nienawiść, którą dajesz". Początek już jutro o godzinie 10. 

 

(ŁP)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© grudziadz365.pl | Prawa zastrzeżone