Przed Sądem Rejonowym w Grudziądzu trwa dramatyczny proces, który rzuca nowe światło na ostatnie chwile życia 19-letniego Aleksandra. Zeznania dowódcy patrolu oraz okazane w sądzie zdjęcia obrażeń wywołały poruszenie. To już nie tylko proces medyków – to debata nad tym, kiedy procedura zatrzymania powinna ustąpić ratowaniu życia.
Podczas rozprawy kluczowym momentem było okazanie świadkowi – dowódcy patrolu z Oddziału Prewencji – dokumentacji fotograficznej przedstawiającej nadgarstki zmarłego Olka. Zdjęcia obrazowały głębokie ślady i uszkodzenia ciała powstałe w wyniku długotrwałego zakucia w kajdanki.
Reakcja policjanta była wymowna:
– Wielokrotnie stosowałem kajdanki w trakcie służby i nigdy nie miało miejsca coś takiego. Nigdy nie widziałem takich obrażeń od kajdanek u zatrzymanej osoby – zeznał świadek przed sądem.
Funkcjonariusz przyznał jednocześnie, że w swojej wieloletniej praktyce nie spotkał się z sytuacją, by osoba wymagająca natychmiastowej pomocy medycznej, która silnie krwawi, pozostawała w kajdankach przez ponad godzinę.
Zeznania dowódcy obnażyły luki w komunikacji i decyzyjności podczas interwencji. Mimo pełnionej funkcji nadzorczej nad 7-osobową drużyną, świadek twierdził, że decyzja o użyciu lub zdjęciu środków przymusu bezpośredniego należała wyłącznie do funkcjonariusza, który je założył.
W toku przesłuchania padły istotne pytania o przebieg akcji:
Podczas rozprawy odtworzono nagrania, na których słychać słowa kierowane do konającego 19-latka: „nie pajacuj”. Dowódca potwierdził w sądzie, że słyszał te słowa na nagraniu, jednak nie był w stanie wskazać, który z funkcjonariuszy je wypowiedział. Pytany o zachowanie chłopaka pod ogrodzeniem, opisał go jako „spokojnego”, zaznaczając, że w jego obecności Aleksander nie był agresywny i nie atakował policjantów.
Obecna na sali Małgorzata Shahbazyan, matka Olka, nie kryła rozpaczy, słuchając o błędach w procedurach.
– Policja mogła po prostu założyć stazę, skoro już go zdjęli z tego płotu. Wtedy to krwawienie nie szłoby do wewnątrz. To jest prosta rzecz, której każdy uczy się w szkole. Zamiast go ratować, podejrzewano go o to, że jest pod wpływem narkotyków, lekceważono to, co mówił – wspominała matka.
Dzięki uporowi rodziny i decyzji Sądu Rejonowego w Grudziądzu, który uchylił decyzję prokuratury o umorzeniu, wątek działań policji wraca na wokandę. Śledczy będą musieli odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w obliczu walki o życie priorytetem pozostały kajdanki, a nie pomoc medyczna. Jak podkreśla pełnomocnik rodziny, mecenas Michał Wąż: „Środki przymusu bezpośredniego nie mogą być stosowane w sytuacji, kiedy osoba zatrzymana walczy o życie”.
Proces medyków trwa, a kolejne zeznania świadków mogą okazać się kluczowe dla ustalenia pełnego łańcucha winnych tej tragedii.
::addons{"type":"youtube","url":"https://youtu.be/JegauCKhIWs"}
::news{"type":"see-also","item":"100881"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu grudziadz365.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz